IPB

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

Przedmiot - administracja systemami Linuks na studiach
Jan Koprowski
post 11.05.2009 - 14:13
Post #1


Entuzjasta
****

Grupa: Moderators
Postów: 543
Dołączył: 20.03.2009
Skąd: Włocławek
Użytkownik nr: 427



CYTAT(Saladin @ pon, 11 maj 2009 - 14:58) *
Dobrze, że masz chociaz komputer.
Ja na studiach 90% sprawdzianów z programowania muszę pisać na kartce.
Teraz uczę sie do egzaminu z administracji systemami Linux - trzeba znać na pamieć jak najwięcej poleceń konsoli wraz ze wszystkimi możliwymi parametrami angry.gif


To nie do Ciebie słowa kierowane Saladin - ale to bzudra tak rozumieć administrację Linuxem. Przecież normalne jest, że nie o znajomość poleceń chodzi tylko o rozeznanie w mechanizmach, dostępnych środkach służących do zabezpieczania systemu, filozofii - ale, nie żeby polecenia. To znaczy owszem - ale jak najwięcej przełączników ? My też mieliśmy na administracji polecenia ale ksili nas raczej z błędów w stylu

KOD
find . -name main.cpp


zamiast

KOD
find . -name "main.cpp"


i tym podobnych a nie z tłuczenia manuali na blachę !
Go to the top of the page
 
+Quote Post
 
Start new topic
Odpowiedzi
m1chu
post 28.05.2009 - 11:46
Post #2


Użytkownik
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 66
Dołączył: 28.10.2007
Użytkownik nr: 161



Hmmm, nie jestem stricte na kierunku informatycznym i nie mam także przedmiotów tego typu dużo. Gorzej, uważam że jest ich bardzo mało, pomimo że automatyka, czy robotyka ma z tym bardzo dużo wspólnego. Nie mniej jednak na cztery przedmioty związane z programowalnymi aspektami tej dziedziny nie przypominam sobie, żebym cokolwiek robił na kartce w formie sprawdzenia się, czy zaliczenia. Najpierw był Linux, a dokładniej Ubuntu. Na jednostce roboczej. Później dwa semestry z programowania bodajże w C++/C#. A na końcu OpenGL. Wszystko na pecetach.

Bardziej czepiałbym się sposobu w jaki przekazywane, bądź nieprzekazywane są wiadomości na nauczane tematy. 2 lata - i wiadomości nowe, które poznałem mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. I wynika to przede wszystkim z sposobu przeprowadzania laboratoriów przez prowadzących. Z ich okrojenia. Ale może to ja miałem po prostu w większości przypadków pecha do tych aspektów... ;]

Co do kwestii teoretyzowania na uczelniach. No niestety - tam mamy posiąść wiedzę, a praktykę... "na praktykach", bądź we własnym zakresie. Też nie do końca mi to odpowiada, bo nie lubię kuć "na pamięć" po to, żeby często tylko zdać. W pewnym stopniu na tym samym polegają też certyfikację. Może zbytnio uogólniłem, bo oczywiście nie przeanalizowałem każdego możliwego egzaminowania w tym względzie. Ale przykładem, który w dużym stopniu pokrywa się z tym co napisałem jest egzamin Zenda.


--------------------
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Jan Koprowski
post 28.05.2009 - 14:38
Post #3


Entuzjasta
****

Grupa: Moderators
Postów: 543
Dołączył: 20.03.2009
Skąd: Włocławek
Użytkownik nr: 427



CYTAT(m1chu @ czw, 28 maj 2009 - 12:46) *
Hmmm, nie jestem stricte na kierunku informatycznym i nie mam także przedmiotów tego typu dużo. Gorzej, uważam że jest ich bardzo mało, pomimo że automatyka, czy robotyka ma z tym bardzo dużo wspólnego. Nie mniej jednak na cztery przedmioty związane z programowalnymi aspektami tej dziedziny nie przypominam sobie, żebym cokolwiek robił na kartce w formie sprawdzenia się, czy zaliczenia. Najpierw był Linux, a dokładniej Ubuntu. Na jednostce roboczej. Później dwa semestry z programowania bodajże w C++/C#. A na końcu OpenGL. Wszystko na pecetach.

Bardziej czepiałbym się sposobu w jaki przekazywane, bądź nieprzekazywane są wiadomości na nauczane tematy. 2 lata - i wiadomości nowe, które poznałem mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. I wynika to przede wszystkim z sposobu przeprowadzania laboratoriów przez prowadzących. Z ich okrojenia. Ale może to ja miałem po prostu w większości przypadków pecha do tych aspektów... ;]

Co do kwestii teoretyzowania na uczelniach. No niestety - tam mamy posiąść wiedzę, a praktykę... "na praktykach", bądź we własnym zakresie. Też nie do końca mi to odpowiada, bo nie lubię kuć "na pamięć" po to, żeby często tylko zdać. W pewnym stopniu na tym samym polegają też certyfikację. Może zbytnio uogólniłem, bo oczywiście nie przeanalizowałem każdego możliwego egzaminowania w tym względzie. Ale przykładem, który w dużym stopniu pokrywa się z tym co napisałem jest egzamin Zenda.


Ja na swoich laborantów nie narzekam. Natomiast dużo ciekawsza jest właśnie laborka niż wykład - szczególnie z jednym gościem, który na laborkach sprzedawał fragment wiedzy, który można było "przetestować" i to było świetne ! bo właśnie w starciu z nową dziedziną zyskiwałeś informacje i umiejętności. Kiedy słyszy się coś na wykładzie myśli się: "A to oczywiste" a potem siadasz do kompa i dopiero jak zaczynasz myśleć, próbujesz coś zrobić to okazuje się, że nie wszystko jest jasne, że coś Ci umknęło i dopiero gdy napiszesz kawałek kodu - teoria nabiera .. "ciała", że tak to ujmę.

Ja zawsze byłem zwolennikiem praktyki. Możesz nie wiedzieć jak działa jakiś mechanizm, ale jeżeli 100 udało Ci się go poprawnie skonfigurować, pierwsze 3-4 razy metodą prób i błędów, to choć nadal stricte nie wiesz jak on działa to rozumiesz to w jakiś intuicyjny sposób po jakimś czasie i odpowiednio go stosujesz, właściwie używasz. Wtedy właśnie jesteś dobry z czegoś.
A czym różnią się ludzie świetni od dobrych ? Tym, że poza faktem iż jak ludzie dobrzy mieli z czymś styczność 100 razy to dodatkowo doczytali sobie jak to działa i rozumieją mechanizm działania.
To doceniłem dopiero na studiach. Miałem Administrację systemami. Czytałem 1000 razy o systemie zapisu plików FAT ale na egzaminie z AiASO (Administracja i Architektura Systemów Operacyjnych) miałem dokładnie jak zachowuje się FAT i musiałem to opisać. Gość, mówił, że jak kasujemy plik to obszar, który zajmował nie jest czyszczony tylko oznaczany jako "do zajęcia", jednak dane wciąż tam są.

No tydzień po egzaminie, wróciłem do domu na przerwę zimową.. porobiłem porządki na kompie rodziców, zadowolony wstaję a wieczorem siostra podnosi krzyk, że coś Jej usunąłem, Ojciec mi zrobił awanturę, że tylko przyjechałem do domu coś musiałem popsuć, że mam swój komp i po co ja tu w ogóle siadam do ich komputera. Oczywiście to nie był jakiś ważny plik tylko jakieś tam "coś", linki, opowiadanie czy inne drobiazgi, żadne pliki z pracy, ważne informacje biurowe, obliczenia, albo zestawienie nad którym siedziała miesiąc. Słuchajcie !
Jaki byłem z siebie dumny, kiedy sprawdziłem ze spokojem, że partycja jest FATowa i po prostu wiedziałem, że te dane jeszcze tam są. Spokojnie wgrałem sobie programik do odzyskiwania plików i oczywiście pliczek tam był. Po prostu :] to jest kolosalna różnica, że wiedziałem, że te dane można odzyskać, a nie spanikowany szukałem po Googlach jak ratować swoją skórę.

A co do teoretyzowania na zajęciach: Ja jestem na Polibudzie i mam masę, multum, ogrom laborek, ćwiczeń, seminariów. Teoretyzowanie jest tylko na wykładzie a potem "Macie wiedzę ? To do roboty !". Ludzie od teorii siedzą na uniwerkach i wymyślają rzeczy, o których nam się nie śniło. To tak jakby gość po LO dziwił, się, że nie ma tytułu zawodowego, albo po Uniwerku, że nie ma inżyniera (choć to stereotypowe bo na Uniwerkach też dają inż. to zależy od kadry wydziału a nie od charakteru uczelni). Po prostu:
techniku, polibuda = praktyka
LO, Uniwerek = teoria.

Się wie. Dlatego nie będzie nigdy na polibudzie historii, prawa czy psychologii :] a na uniwerkach takiej ilości laborek jak na polibudzie.
Go to the top of the page
 
+Quote Post

Posty w tym temacie


Reply to this topicStart new topic
2 użytkownik(ów) przegląda ten temat (2 gości i 0 anonimowych użytkowników)
0 Użytkownicy:

 



Wersja Lo-Fi Aktualny czas: 23.05.2012 - 13:20